Wyprawa do Japonii – spełnienie jednego z moich największych podróżniczych marzeń
Projektowanie podróży szytych na miarę to pasja, która ma jedną piękną cechę: pozwala mi osobiście doświadczać tego, co najlepsze. Do Japonii wybrałam się na zaproszenie jednego z naszych topowych, lokalnych kontrahentów. Tydzień w Japonii – Tokio, Kioto, Yamashiro Onsen, Kanazawa – to jedna z tych podróży, która zostanie w pamięci do końca życia i dzięki której czuję wdzięczność za miejsce w życiu, w którym jestem.



Jak było? Tak ciężko to opisać… Japończycy mają słowo, które nie ma dobrego odpowiednika w żadnym innym języku: omotenashi. Filozofia gościnności, która nie czeka aż poprosisz. Po prostu wie. Kelner przynosi herbatę zanim zdążysz jej chcieć. Obsługa jest niewidoczna i wszechobecna jednocześnie. W ryokanie w Yamashiro, zanim przymierzyłam pozostawione dla mnie kimono, właścicielka zapukała do moich drzwi i zaproponowała mi dłuższą wersję bo wydaje jej się, że przez mój wzrost bardziej komfortowo mi będzie w dłuższym. Małe rzeczy. Ale po tygodniu w Japonii zrozumiałam, że właśnie z takich małych rzeczy zbudowany jest prawdziwy luksus, którego doświadczamy w tym kraju.
Tokio to dobre miejsce na pierwsze obeznanie się z Japonią, bo jest intensywne, ale nie przytłaczające. To miasto, które funkcjonuje jak zegarek. Skala jest abstrakcyjna: trzydzieści kilka milionów ludzi w aglomeracji, metro z wieloma liniami. A jednocześnie – zero agresji. Panuje porządek i ład. Ludzie się nie przepychają, nie krzyczą. Kolejki tworzą się same, bez oznaczeń, bez ochroniarzy. Tokio hałasuje, ale nie atakuje. Jest w nim jakiś wewnętrzny ład, który trudno wytłumaczyć – można go tylko poczuć.
Szybko nauczyłam się czytać język gestów: lekki ukłon zastępuje powitanie, podziękowanie i przeprosiny jednocześnie. Rzeczy wręcza się obiema rękami. Wchodzę do restauracji i zdejmuję buty (tak naprawdę prawie wszędzie gdzie wchodzę, obuwie zostaje przed wejściem). Drobiazgi, które razem budują całkowicie inną…wyjątkowo dobrą atsmoferę.


Z perspektywy luksusowych podróży Tokio oferuje coś rzadkiego: połączenie absolutnie futurystycznej infrastruktury z restauracjami nagradzanymi gwiazdkami Michelin na każdym rogu ale też i street foodem, który potrafi być równie wykwintny i przesmaczny. Miasto ma najwięcej restauracji wymienionych w przewodniku Michelin na świecie, a jednocześnie takie miejsca jak Market Tsukiji, gdzie o szóstej rano jesz najlepsze sushi w życiu przy plastikowym stoliku. Na marginesie: sushi zanurza się rybą do dołu, nie ryżem. Uczysz się tego raz i już pamiętasz.
Nocowałam w Mandarin Oriental Tokyo i Bulgari Hotel Tokyo – dwa zupełnie różne charaktery, oba bezbłędne. Mandarin daje widok na miasto, który nie pozwala zasnąć z wrażenia. Bvlgari to z kolei hotel, który sam w sobie jest dziełem sztuki – materiały, proporcje, obsługa na poziomie, który trudno powtórzyć oraz lokalizacja – zajmuje najwyższe piętra wieżowca Tokyo Midtown Yaesu.
Dla tych, którzy szukają podczas wakacji czegoś bardziej wyciszonego polecam Aman Tokyo, ukryty wysoko w wieżowcu Otemachi; oferuje ciszę i przestrzeń, których w tym mieście trzeba szukać. I tam właśnie się je znajduje.
Poczytaj więcej o Japonii – kraju długowieczności, pysznej kuchni i znamienitych hoteli:
Z Tokio do Kioto są niecałe trzy godziny shinkansenem – i to jak przejście z jednego świata w drugi. Sam przejazd jest osobnym doświadczeniem: pociąg zatrzymuje się co do sekundy. To nie szczegół – to kwintesencja całej Japonii.



Na dużych stacjach – a japońskie dworce bywają wielopoziomowymi labiryntami – naprawdę docenia się asystenta. Nasz lokalny partner zapewnia opiekę na miejscu i to jedna z tych rzeczy, które na pierwszy rzut oka brzmią jak formalność, a w praktyce okazują się bezcenne: ktoś, kto zna kontekst, mówi w języku, który działa, i prowadzi nas przez logistykę zanim zdążymy się w niej pogubić. A Japonia nagradza tych, którzy wiedzą jak się po niej poruszać.
Dojeżdżam do Kioto. Jest wolniejsze, bardziej skupione w sobie, jakby zawsze pamiętało, że przez wieki było stolicą. I tu jest jedno z ważniejszych odkryć tej podróży: nie chodzi o to, żeby zobaczyć jak najwięcej – chodzi o to, żeby trafić we właściwe miejsca o właściwej porze. Bambusowy las w Arashiyamie o jedenastej rano to tłum i telefony. Ścieżka Filozofów wczesnym rankiem – zupełnie inna historia. Podobnie Adashino Nembutsu-ji, mała świątynia z lasem bambusowym, prawie nieznana zagranicznym turystom, z kamieniami upamiętniającymi bezimiennych zmarłych rozłożonymi między drzewami – jedno z tych miejsc, które mają mistyczną atmosferę.
W ciągu dnia – warsztaty. Japonia oferuje mnóstwo możliwości spędzenia tak czasu. Kaligrafia, podczas której przez godzinę próbujesz napisać jeden znak i rozumiesz, że to ćwiczenie z obecności, nie umiejętności. Ceremonia herbaciana, która zmusza do zwolnienia nawet najbardziej niecierpliwych czy prywatne lekcje sushi.
Na nocleg – The Mitsui Kyoto, historyczna rezydencja przekształcona w designerski, japoński synonim luksusu i atmosfery kraju. Prywatny onsen zasilany naturalną wodą termalną stał się moim wieczornym rytuałem – wchodzisz do wody po kilku godzinach intensywnego zwiedzania i relaksujesz się ciszą, parą, ciepłem – i czujesz, jak wszystko opada. Do tego wyśmienita kuchnia i obsługa w kimonach (jukatach).



Alternatywy, które dodałabym do listy bez wahania: Aman Kyoto, ukryty w prywatnym ogrodzie za świątynią Kinkaku-ji, do którego trafia się dosłownie przez bramę w lesie. Oraz The Hotel Seiryu Kyoto Kiyomizu – zabytkowa szkoła z widokiem na pagodę Yasaka.
Jeśli interesują Cię inne hotele sieci Aman, koniecznie sprawdź:
Kanazawa i Kaga Onsen to miejsca na urlop w Japonii dla tych, którzy chcą więcej niż trasy z przewodnika.
Kanazawa nie ma w sobie nic z turystycznego pośpiechu. Nie stara się być modna. Rzemiosło tutaj jest nadal częścią codziennego życia: złocenia, tkaniny Kaga yuzen, ceramika Kutani, laki. Spędziłam godzinę w małym warsztacie ceramicznym i wyszłam z poczuciem, że właśnie tam zobaczyłam prawdziwą Japonię – bardziej niż w niejednym muzeum.
W Kaga Onsen nocowałam w Beniya Mukayu – i to jest ryokan, który zmienia rozumienie słowa „wypoczynek”. Minimalistyczna architektura otoczona naturą, kaiseki na najwyższym poziomie, onsen zasilany naturalną wodą, obsługa tak dyskretna, że niemal niewidoczna.
Pobyt w ryokanie rządzi się własnymi zasadami, których warto się trzymać: po obiekcie chodzimy w yukacie, kolacja i śniadanie serwowane są o stałej godzinie z ustalonym menu, a ograniczenia dietetyczne zgłasza się z wyprzedzeniem. To nie ograniczenia – to część doświadczenia.



Gdybym miała więcej czasu…
Dwie destynacje, które przy dłuższym pobycie dodałabym do mojej trasy zwiedzania Japonii, bez zastanowienia?
Koya-san – górska osada buddyjska, ok 2h od Osaki. Można tam nocować w świątyni – np. Eko-in Temple to jedno z najbardziej znanych miejsc i uczestniczyć w porannej ceremonii oraz jeść tradycyjną kuchnię wegetariańską z buddyjskimi mnichami. Samo miejsce jest bardzo uduchowione.
Okinawa – archipelag na południu, który klimatem, kuchnią i tempem życia bardziej przypomina Azję Południowo-Wschodnią niż kontynentalną Japonię. Na nocleg – Rosewood Okinawa, nowy adres i jedyny luksusowy hotel z dostępem do rajskich plaż wyspy Mijakojima.



Do Japonii leciałam z zupełnie czystą kartą i otwartą głową. I tak – ta legendarna precyzja, cisza i idealna organizacja – wszystko to tam jest.
Ale na koniec powiem, co urzekło mnie najbardziej – to, że najpiękniejsze momenty przeżyłam w miejscach, których nie znajdziemy w top 10 internetowych przewodników. Poza utartym szlakiem. I jedno wiem na pewno: w Japonii dobry przewodnik, który zna te ukryte perełki, to absolutny skarb.
Chcesz dowiedzieć się więcej o indywidualnych wycieczkach objazdowych po Japonii i najbardziej intrygujących atrakcjach? Opowiem Ci więcej o tym, co najbardziej zaskoczyło mnie podczas podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni. Serdecznie zapraszam do kontaktu i rozmowy!


Tekst i zdjęcia: Kasia Deptuła, tel: 517 500 558, kasia@carter.eu
