Subiektywny przewodnik po Szmaragdowym Wybrzeżu
Moda jest kapryśna. Raz wszyscy lecą dna wakacje na greckim Mykonos, potem do meksykańskiego Tulum, za chwilę na hiszpańską Ibizę albo do Dubaju. Jedne miejsca błyszczą przez kilka sezonów, inne gasną równie szybko, jak pojawiły się na okładkach magazynów. A potem jest Porto Cervo. Niewielka miejscowość na północy Sardynii, która od ponad sześćdziesięciu lat nie musi niczego udowadniać. Nie organizuje spektakularnych kampanii reklamowych, nie ściga się na liczbę influencerów i nie próbuje być modniejsza od innych. Po prostu od lat przyciąga ludzi, których stać na to, aby pojechać wszędzie.
Porto Cervo ma jedną przewagę nad większością miejsc aspirujących do miana najbardziej ekskluzywnych na świecie – nikt nikomu nie musi niczego udowadniać. Przy stoliku obok może siedzieć właściciel globalnego koncernu, arabski książę, włoski projektant mody albo emerytowany kierowca Formuły 1 i nikt nie zwraca na to większej uwagi. Nie dlatego, że są anonimowi. Po prostu we Włoszech od dawna wiadomo, że prawdziwe pieniądze nie lubią robić hałasu. Hałas zostawiają tym, którzy dopiero chcą pokazać, że je mają.
Włosi mają zresztą niezwykły talent do wymyślania miejsc, w których człowiek błyskawicznie zapomina o czasie. Najpierw espresso, potem „tylko” kieliszek schłodzonego Vermentino di Gallura, następnie obiad, który miał trwać godzinę, a kończy się po trzech. Ktoś właśnie przycumował nowy jacht, ktoś przyprowadził psa większego od Fiata 500, ktoś inny kupił zegarek, którego cena wystarczyłaby na mieszkanie w Warszawie. Kelner od piętnastu minut udaje, że nie zauważa pustego kieliszka, bo doskonale wie, że rozmowa jest ważniejsza od rachunku. I nagle okazuje się, że jest dziewiętnasta, a Ty nie zrobiłaś właściwie nic. W Porto Cervo to jest właśnie największy sukces dnia.

Porto Cervo nigdy nie byłoby tym samym miejscem bez Mediolanu. To właśnie mediolańscy architekci, projektanci, przemysłowcy i wydawcy przez dekady nadawali ton temu fragmentowi północnej Sardynii. W dzień spotykali się na plażach Costa Smeralda, wieczorami przy stolikach restauracji, a nocą dyskutowali o sztuce, modzie, designie i biznesie. Włoski luksus zawsze wydawał mi się bardziej intelektualny niż amerykański. Mniej chodziło o to, ile kosztuje zegarek, bardziej o to, czy wiesz, kto go zaprojektował. Mniej o wielkości jachtu, bardziej o to, z kim wypijesz poranne espresso i przy którym stoliku usiądziesz na kolacji.
Może właśnie dlatego Porto Cervo nigdy nie było miejscem dla każdego. To nie jest kierunek, do którego jedzie się po najładniejsze plaże świata, bo równie piękne znajdziemy w wielu zakątkach Morza Śródziemnego. Nie jedzie się tu również po najmodniejsze restauracje ani najbardziej spektakularne hotele. Do Porto Cervo przyjeżdża się po atmosferę, której przez sześćdziesiąt lat nie udało się skopiować nikomu.
Aga Khan i historia Porto Cervo
Pod koniec lat 50. XX wieku książę pochodzenia arabskiego Karim Aga Khan IV, leciał awionetką nad północno-wschodnim wybrzeżem Sardynii. Urzeczony dzikim pięknem tego miejsca, kupił ziemie gmin Olbia i Arzachena i w 1962 roku założył konsorcjum. Dzięki swoim umiejętnościom przedsiębiorczym, rozwinął strukturę turystyczną Costa Smeralda i stworzył tam luksusowy kurort – ekskluzywne Porto Cervo.,
Gdy Aga Khan odkrył ten fragment Sardynii, nie było tu nic. Kilku pasterzy, więcej kóz niż ludzi i morze w kolorze, którego do dziś nie potrafi odtworzyć żaden producent farb. Mógł zrobić z tego drugie Monte Carlo. Mógł postawić wieżowce, kasyna i marmurowe pałace. Na szczęście miał więcej wyobraźni niż większość deweloperów XXI wieku.
Największym sukcesem Aga Khana nie było zbudowanie Porto Cervo. Największym sukcesem było to, że sześćdziesiąt lat później miejsce nadal wygląda tak, jakby architekci skończyli pracę wczoraj i natychmiast wyjechali, zostawiając naturze ostatnie słowo.
Gdzie jada się kolacje w Porto Cervo?
Jeżeli po raz pierwszy traficie do Porto Cervo, możecie odnieść wrażenie, że wszyscy przyszli tu coś zademonstrować. Kobiety wyglądają, jakby właśnie zeszły z pokazu Dolce & Gabbana, panowie udają, że lniana koszula za pięćset euro jest ich codziennym strojem, a w marinie trwa cichy konkurs na długość jachtu. Po godzinie człowiek orientuje się jednak, że ten teatr trwa tu od sześćdziesięciu lat i… przestaje go oceniać. Zaczyna się nim bawić.

Sardynia to miejsce, gdzie produkuje się wyborne produkty kulinarne oraz wysokiej jakości białe i czerwone wina. Warto dowiedzieć się, dlaczego właśnie tam udają się światowi smakosze i dlaczego ludzie żyją najdłużej.
Najlepsze kolacje rzadko zaczynają się od jedzenia. Zaczynają się od aperitivo. We Włoszech to niemal świętość. Najpierw kieliszek schłodzonego Vermentino albo klasyczny Negroni, kilka oliwek, kawałek pecorino i rozmowa. Dopiero później ktoś nieśmiało zagląda do karty. W Porto Cervo nikt się nie spieszy. Nawet kelnerzy sprawiają wrażenie, jakby wiedzieli, że najlepsze decyzje podejmuje się po drugim kieliszku wina, a nie po pierwszym.
Wieczorem życie przenosi się wokół mariny i Piazzetty. W Confusion kuchnia jest równie odważna jak nazwa. Kilkaset metrów dalej Zuma Porto Cervo przyciąga międzynarodową klientelę, która równie dobrze mogłaby zjeść kolację w Londynie, Dubaju czy Miami, ale z jakiegoś powodu wybrała właśnie Sardynię. W Clipper Porto Cervo od lat królują ryby i owoce morza, a atmosfera bardziej przypomina elegancką włoską trattorię niż restaurację stworzoną pod media społecznościowe. Natomiast I Frati Rossi to adres dla tych, którzy wolą patrzeć na zatokę niż na to, kto siedzi przy sąsiednim stoliku.
Muszę się jednak do czegoś przyznać. Nigdy nie fascynowały mnie restauracje, które mają trzydzieści pozycji w karcie i kelnera opowiadającego przez dziesięć minut o jednym listku bazylii. W Sardynii najbardziej lubię prostotę. Fregola z owocami morza, bottarga starta na makaronie, grillowana langusta, porceddu pieczone przez kilka godzin i oliwa, która smakuje tak, jakby oliwki zerwano tego samego ranka. Włosi od dawna wiedzą, że produkt jest ważniejszy od fajerwerków. Dlatego moje najlepsze wspomnienia w wakacji na północnym wybrzeżu Sardynii z kolacji rzadko dotyczą dekoracji talerza. Pamięta się rozmowy.
Sardynia nie próbuje nikogo uwodzić kuchnią molekularną. Tu króluje prostota. Ośmiornica z grilla, bottarga, fregola z owocami morza, pieczone prosię porceddu i kieliszek schłodzonego Vermentino di Gallura. Włosi od dawna wiedzą, że najlepszy luksus nie potrzebuje pianek z kalafiora ani siedemnastu mikroliści na talerzu. Wystarczy produkt, którego nie zepsuł kucharz.
Sycylia to kolejna włoska wyspa, pełna historii, pięknych miasteczek, świetnej kuchni i dawnych tradycji. Poczytajcie więcej o urokliwych sycylijskich wioskach i wspaniałych hotelach.
Zakupy, które bardziej przypominają spacer niż polowanie
Mężczyźni często twierdzą, że nie lubią zakupów. Do chwili, kiedy znajdą się w Porto Cervo. Spacer uliczkami przypomina wizytę na mediolańskiej Via Montenapoleone, tylko zamiast tramwajów słychać mewy i szum morza. W butikach czekają Gucci – Porto Cervo, DIOR Porto Cervo, Hermès, Prada, Louis Vuitton czy Loro Piana. Promenade du Port wygląda latem jak wybieg mody pod gołym niebem. Tylko że… najlepszy spektakl odbywa się nie w sklepach.
Najlepiej usiąść z espresso lub z Aperol Spritz i obserwować ludzi
Włoszki od pokoleń wiedzą coś, czego reszta świata uczy się bardzo długo – elegancja nie polega na tym, żeby mieć na sobie wszystkie logotypy jednocześnie. Najbardziej stylowa kobieta tego wieczoru bardzo często ma prostą lnianą sukienkę, stare espadryle i torebkę, która pamięta czasy, kiedy Gianni Versace jeszcze projektował swoje pierwsze kolekcje.Porto Cervo od zawsze było bardziej o dobrym smaku niż o pieniądzach.
Pieniądze są tutaj oczywistością, ale dobry gust już niekoniecznie
I właśnie dlatego spacer po Porto Cervo jest czasami ciekawszy niż zakupy. Człowiek wraca z pustymi rękami, ale z głową pełną obrazów. A te, w przeciwieństwie do nowych butów, nie wychodzą z mody.
W sierpniu za dobry apartament w Hotelu Cervo zapłacicie mniej więcej tyle, ile kosztuje używany Fiat 500. Za tydzień. Belmond Romazzino potrafi pójść jeszcze dalej, szczególnie jeśli marzy Wam się jedna z willi z prywatnym dostępem do plaży. W Porto Cervo nikt jednak nie pyta, ile kosztuje noc. Bardziej interesuje go, czy udało się w ogóle znaleźć wolny pokój.
Sardynia – najlepsze wakacyjne hotele i miejsca, które warto odwiedzić z biurem CARTER
Hotel Cervo – serce Porto Cervo
Jeżeli Porto Cervo ma salon, to jest nim właśnie Hotel Cervo. To tutaj od początku zatrzymywali się europejscy arystokraci, przemysłowcy i właściciele jachtów, którzy wieczorem schodzili pieszo na Piazzettę, zamiast zamykać się za murami swoich rezydencji. Hotel od początku był integralną częścią miasta, a nie odizolowanym kompleksem hotelowym. Nawet dziś trudno o lepszą lokalizację – wystarczy kilka kroków, by znaleźć się przy marinie, w restauracjach i butikach największych światowych marek.

To hotel dla osób, które lubią być w centrum wydarzeń. Nie szukają absolutnej prywatności. Wolą usiąść przy kawie i obserwować świat.
Romazzino – Belmond dla tych, którzy nie muszą niczego udowadniać
Jeżeli Hotel Cervo jest salonem i miejscem spotkań Szmaragdowego Wybrzeża, to hotel Romazzino w Porto Cervo jest jego prywatnym ogrodem.
Ukryty wśród śródziemnomorskiej zieleni, z jedną z najpiękniejszych plaż Costa Smeralda, od 1965 roku pozostaje symbolem elegancji bez ostentacji. Architekt Michele Busiri Vici stworzył hotel, który bardziej przypomina białą sardyńską wioskę niż pięciogwiazdkowy obiekt. Kiedy Belmond przejął Romazzino, nie próbował go zmieniać. Zachował jego charakter, dodając jedynie współczesny komfort i kilka spektakularnych willi z hotelową obsługą. To miejsce dla osób, które bardziej cenią śniadanie z widokiem na spokojną zatokę niż obecność na pierwszych stronach kolorowych magazynów.


Poltu Quatu – sardyńska przystań dla żeglarzy
Jeżeli Porto Cervo jest sercem Costa Smeralda, Poltu Quatu jest jej najbardziej eleganckim sekretem. Ta niewielka marina powstała dopiero w latach 80., lecz szybko stała się ulubionym miejscem właścicieli jachtów, którzy cenią spokojniejszą atmosferę niż tętniące życiem Porto Cervo. Obecnie znajduje się tam odrestaurowany hotel W Sardinia Poltu Quatu, idealny na urlopową eskapadę i wakacje na Sardynii z dala od tłumów.
Nazwa Poltu Quatu w lokalnym dialekcie oznacza „ukryty port” i trudno o trafniejsze określenie. Marina została wkomponowana pomiędzy granitowe skały tworzące naturalną zatokę, dzięki czemu nawet w szczycie sezonu panuje tu bardziej kameralna atmosfera. Eleganckie restauracje, niewielkie place i promenady przypominają bardziej ekskluzywną śródziemnomorską wioskę niż typowy kurort.

To doskonała baza do rejsów po archipelagu La Maddalena, wyspach Spargi, Budelli i Caprera, których turkusowa woda należy do najczystszych w Europie. Wieczorami życie koncentruje się wokół mariny, gdzie przy kieliszku vermentino można obserwować jedne z najpiękniejszych jachtów pływających po Morzu Śródziemnym.
La Tiara – dyskretny adres wtajemniczonych
Nie każdy gość Costa Smeralda chce mieszkać tam, gdzie cumują największe jachty.
La Tiara to nowe miejsce na mapie luksusowych obiektów hotelarskich w Porto Cervo na Sardynii dla osób, które wybierają spokojniejszą część wybrzeża, ale nadal chcą mieć życie dzienne i nocne Costa Smeralda na wyciągnięcie ręki. Nie ma tu atmosfery wybiegu mody ani niekończącej się parady supersamochodów. Jest za to Sardynia, którą łatwiej usłyszeć niż sfotografować. Nawet brytyjskie media polecają ten adres jako jedną z ciekawszych alternatyw dla najbardziej znanych hoteli Costa Smeralda.


Jeśli kochacie tak jak ja Porto Cervo warto poznać tez klimat Marbelli
Hotel Cala di Volpe – ikona Costa Smeralda
To jeden z moich ulubionych hoteli na Sardynii. Jeżeli Hotel Cervo jest salonem Porto Cervo, a Romazzino jego prywatnym ogrodem, to Cala di Volpe, A Luxury Collection Hotel, pozostaje najbardziej filmowym adresem całego Szmaragdowego Wybrzeża.
Hotel powstał w 1963 roku według projektu Jacquesa Couëlle’a, architekta, który zamiast klasycznego luksusu stworzył budynek przypominający starą sardyńską osadę rybacką. Krzywe ściany, ręcznie wykonane detale, nieregularne łuki i tarasy sprawiają wrażenie, jakby hotel wyrósł ze skał otaczających zatokę, a nie został zbudowany przez człowieka.
To właśnie tutaj kręcono sceny do filmu o Jamesie Bondzie „Szpieg, który mnie kochał”, a od ponad sześćdziesięciu lat zatrzymują się członkowie rodzin królewskich, światowi projektanci, właściciele superjachtów i gwiazdy Hollywood. Charakterystyczny basen z wodą morską należy do największych w Europie i od lat pozostaje jednym z symboli Costa Smeralda.
Wakacje w hotelu Cala di Volpe na Sardynii, to nie jest typowe plażowe doświadczenie. To miejsce dla osób, które chcą poczuć atmosferę narodzin Costa Smeralda i zobaczyć wybrzeże takim, jak wyobrażał je sobie książę Karim Aga Khan IV – eleganckie, dyskretne i ponadczasowe.
Sardynia nie kończy się na Porto Cervo
Porto Cervo jest wizytówką wyspy, ale byłoby szkoda zatrzymać się wyłącznie tam. Wystarczy godzina jazdy, aby znaleźć się w miejscach, które pokazują zupełnie inną Sardynię – bardziej surową, autentyczną i zaskakująco spokojną. Archipelag La Maddalena zachwyca wodą o odcieniach błękitu, które od lat przyciągają właścicieli największych jachtów świata. Na zachodzie czeka Alghero z katalońską historią i jedną z najpiękniejszych starówek we Włoszech, a Castelsardo od ponad tysiąca lat góruje nad morzem niczym średniowieczna twierdza. Wschodnie wybrzeże z Zatoką Orosei to z kolei miejsce, gdzie najpiękniejsze plaże często można osiągnąć wyłącznie od strony morza. Warto również pojechać w głąb wyspy, do Barbagii, gdzie Sardynia wciąż żyje własnym rytmem, a lokalna kuchnia i tradycje są równie ważne jak piękne krajobrazy.
Sardynia z pokładu luksusowego statku wygląda jeszcze piękniej
Nie bez powodu większość właścicieli superjachtów poznaje Sardynię właśnie od strony morza. Z tej perspektywy najlepiej widać szmaragdowe zatoki Costa Smeralda, granitowe wyspy archipelagu La Maddalena i niewielkie mariny, do których nie docierają wielkie statki wycieczkowe. Coraz częściej podobne doświadczenie wybierają również goście luksusowych armatorów, którzy zamiast tygodnia w jednym hotelu wolą każdego dnia budzić się w innym miejscu.

Orient Express Corinthian – nowa legenda Morza Śródziemnego
Od 2026 roku jednym z najbardziej pożądanych rejsów po Sardynii będzie podróż na pokładzie Orient Express Corinthian, największego żaglowca świata. To projekt, który na nowo definiuje pojęcie luksusowego rejsu. Zamiast tysięcy pasażerów, kasyn i centrów handlowych powstał elegancki, pływający hotel inspirowany historią legendarnego Orient Expressu. Trasy prowadzą przez Sardynię, Korsykę, Lazurowe Wybrzeże i włoską Riwierę, a statek zawija do marin, w których cumują najpiękniejsze jachty Europy. To podróż dla osób, które wolą kieliszek szampana na pokładzie o zachodzie słońca niż wieczorne spektakle i tłumy.
Ritz-Carlton Yacht Collection – bardziej prywatny jacht niż statek
Trudno znaleźć drugiego armatora, który tak skutecznie przeniósł filozofię hoteli Ritz-Carlton na morze. Evrima, Ilma i Luminara nie przypominają klasycznych statków wycieczkowych. Atmosfera jest kameralna, apartamenty należą do największych w swojej klasie, a serwis bardziej kojarzy się z luksusowym hotelem niż z rejsem. Rejsy po Sardynii pozwalają odkrywać Porto Cervo, Bonifacio, Alghero czy archipelag La Maddalena bez konieczności codziennego pakowania walizek. Każdy dzień zaczyna się w nowym porcie, a jednocześnie cały czas pozostaje się w tym samym apartamencie.
Poznajcie najpiękniejsze rejsy świata z Ritz Carlton Yacht Collection
Ponant – francuska elegancja pod pełnymi żaglami
Jeżeli istnieje armator, który najlepiej oddaje atmosferę śródziemnomorskiego slow travel, jest nim Ponant. Szczególnie wyjątkowe są rejsy legendarnym Le Ponant – trzymasztowym żaglowcem, na którego pokładzie podróżuje zaledwie kilkudziesięciu gości. To bardziej ekskluzywna wyprawa morska niż klasyczny rejs. Dni upływają na spacerach po Bonifacio, Porto Cervo czy wyspach La Maddalena, a wieczory przy kolacji serwowanej na otwartym pokładzie, gdy statek płynie pod żaglami. Tak wygląda Morze Śródziemne, które pamięta jeszcze czasy wielkich morskich podróży.

Najbardziej ekskluzywny sposób odkrywania Sardynii
Sardynia od zawsze była związana z morzem. To właśnie ono stworzyło jej najpiękniejsze plaże, ukryte zatoki i naturalne porty. Nic więc dziwnego, że dziś najbardziej prestiżowym sposobem poznawania wyspy nie jest już podróż samochodem, lecz rejs kameralnym statkiem lub luksusowym jachtem. Każdego ranka budzisz się z innym widokiem, kąpiesz się w zatokach dostępnych tylko od strony morza i wieczorem cumujesz w marinach, które od dekad są letnim adresem europejskich rodzin królewskich, właścicieli superjachtów i światowych miliarderów. Trudno o bardziej elegancki sposób odkrywania Sardynii.
Jeśli zainspirował Was ten przewodnik po Porto Cervo i Sardynii serdecznie zapraszamy do rezerwacji Waszych wymarzonych wakacji z biurem CARTER
