Podróż odbyła się w dniach 11–15 czerwca 2026 na trasie z Dubrownika do Aten (Pireus)
Moja przygoda z Explora Journeys zaczęła się jeszcze przed lądowaniem w Dubrowniku.
Jak zawsze siedziałem przy oknie i patrzyłem z góry na to co się dzieje na dole. Na ostatniej prostej do lądowania zobaczyłem główny port i dwa wycieczkowce. Te duże statki, które zna się z reklam i innych filmów o rejsach. Ogromne, trudne do przeoczenia. Explory tam nie było.
Dopiero kiedy minęliśmy port i całe miasto, zobaczyłem ją po drugiej stronie. Na środku zatoki, zakotwiczona około 800 metrów od zabytkowej starówki. Szturchnąłem mojego kolegę z biura i powiedziałem. Ty zobacz. Tamte stoją gdzieś w porcie poza miastem, a nasz parkuje praktycznie w samym centrum starego miasta. I to był pierwszy moment, kiedy pomyślałem, że ten rejs może wyglądać trochę inaczej, niż się spodziewałem.
Mój plan był prosty. Po wyjściu z lotniska powiedzieć kierowcy, że jedziemy do portu głównego. Po tym co zobaczyłem z samolotu, sprawdziłem dokładnie e-maila z lokalizacją miejsca zaokrętowania. Adres prowadził do portu, tyle że nie do głównego. Chodziło o stary port w Dubrowniku.
Żeby się tam dostać, wystarczyło przejść na pieszo przez starówkę. Dopiero stamtąd zabrał nas tender. Tender to taka elegancka szalupa kursująca między statkiem na wodzie a lądem. Tego dnia trochę bujało na tej małej łodzi, więc wejście nie polegało po prostu na postawieniu nogi i przejściu na duży statek. Załoga podawała ręce i pomagała każdemu po kolei i pilnowała, żeby nikt nie stracił równowagi. Nikt nikogo nie poganiał, wszystko działo się naturalnie, nawet rodzice z dzieckiem w wózku poradzili sobie bez problemu.
Jeszcze nie wszedłem na statek, a już dostałem pierwszą odpowiedź na pytanie, czym Explora różni się od innych. Nie chodziło o sam boarding tenderem, ale o to, skąd nas zabierano. Dwa ogromne wycieczkowce stały daleko w porcie z innymi, a my przeszliśmy się starówką i wsiedliśmy do łodzi pod murami historycznego Dubrownika. Całkiem dobry początek.

Jaka była obsługa na statku Explora II? Na wyższym poziomie, niż w niejednym 5* hotelu!
Około trzech tygodni przed rejsem dostałem do wypełnienia formularz dotyczący preferencji. Klasyczny formularz przed podróżą, nic wielkiego. Standardowe pytania o alergie, dietę, preferencje żywieniowe i jakieś inne informacje, które mogłyby się przydać załodze podczas rejsu. W jednym miejscu napisałem, ze nie piję alkoholu. Wypełniłem, wysłałem, potem nawet zapomniałem, że o cokolwiek mnie pytano. Po wejściu do apartamentu (bo nikt na statku nie mówił o kajutach, za każdym razem była to suita) zobaczyłem na stole kartkę powitalną i butelkę szampana. Na pierwszy rzut oka klasyczny widok: skoro luksusowy statek, to i na powitanie fajne dodatki. No i tutaj duże zaskoczenie, szampan był bezalkoholowy. Właśnie takie sytuacje robią na mnie większe wrażenie niż złote klamki, marmury czy deklaracje o luksusie. Bo wino w pokoju stawia każdy dobry hotel, ale czy ktoś pamiętał, że trzy tygodnie wcześniej zaznaczyłem w formularzu, że nie piję alkoholu? Tutaj pamiętano.

Moja suita na statku Explora II – pierwsze wrażenie
Zacząłem rozglądać się powoli po suicie. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to jej wielkość. W pewnej chwili zacząłem się zastanawiać, czy na pewno dostałem podstawową kategorię pokoju. Spodziewałem się czegoś mniejszego. Oprócz dużego łóżka były garderoba, toaletka, przestronna łazienka z podgrzewaną podłogą, sofa, stolik, szafka z rzeźbami i książkami i całkiem spory balkon z leżakiem, stolikiem i krzesłami. W pokoju była też lornetka, torba na plażę, koc, termos trzymający temperaturę, leżała też wizytówka do Candry. Był odpowiedzialny za moją suitę przez cały rejs i dopiero po kilku dniach zorientowałem się, że praktycznie nigdy nie wracałem do nieposprzątanej suity. Za każdym razem, po powrocie z restauracji, basenu czy wycieczki, wszystko już było przygotowane.
Miałem okazję zobaczyć również inne suity i rezydencje. Gdybym rezerwował Explorę jeszcze raz, prawdopodobnie wybrałbym inną kategorię. Oczywiście, marzeniem byłaby jedna z dwóch rezydencji, Serenity albo Cocoon. To apartamenty znajdujące się na samej rufie statku. Oprócz ogromnej przestrzeni mają prywatne jacuzzi na tarasie, osobistego butlera oraz dedykowaną obsługę concierge. Największe wrażenie robi jednak ich położenie. Z tarasu widać wyłącznie morze i ślad zostawiany przez statek. Chyba lepszego widoku na całej Explorze po prostu nie ma.
Gdybym jednak patrzył trochę bardziej rozsądnie, najprawdopodobniej wybrałbym Grand Penthouse. Miałem okazję go zwiedzić. Ma około 70 m², bardzo duży taras i kosztuje zauważalnie mniej niż najbardziej prestiżowe rezydencje. To chyba najbardziej rozsądny kompromis między ceną a tym, co się dostaje. Bardziej przypomina luksusowy apartament w świetnym hotelu niż suitę na statku.
Pierwsze wrażenia miałem już za sobą, ale przede mną było jeszcze kilka godzin do wypłynięcia, więc postanowiłem po prostu pochodzić po statku i zobaczyć, jak wygląda na żywo. Nie miałem żadnego planu, zaglądałem na kolejne pokłady, sprawdzałem, gdzie są restauracje, baseny, bary i miejsca, z których później najczęściej korzystałem. Mimo ponad 460 apartamentów, statek nie sprawia wrażenia zatłoczonego. Wszystko rozłożone jest w taki sposób, że ludzie po prostu się rozpraszają.

Moja opinia – czy warto wybrać się w podróż z Explora Journeys?
Zdecydowanie tak, jeśli lubicie tak jak ja dobre jedzenie! Jednym z powodów, dla których chciałem popłynąć z Explora Journeys, była kuchnia. Z prezentacji i relacji wiedziałem, że linia bardzo stawia na restauracje i jedzenie, i po całym rejsie bez wątpienia mogę powiedzieć, że nie były to przesadzone opinie. Pierwszego wieczoru kolację jedliśmy w Med. Yacht Club. Poszliśmy tam razem z Alessandro, którego poznałem kilka miesięcy wcześniej, kiedy odwiedzał nas w biurze w Warszawie i robił firmową prezentację wszystkiego, czego później doświadczyłem na pokładzie. Jedzenie było wyśmienite, ale jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie atmosfera. Nikt się nie spieszył. Można było spokojnie siedzieć przy stole, rozmawiać i po prostu cieszyć się kolacją. W kolejnych dniach odwiedziłem również pozostałe restauracje, za wyjątkiem jednej. Anthology to najbardziej prestiżowa i specjalistyczna restauracja na statkach Explora Journeys i działa na innych zasadach. Koncept Anthology polega na tym, że działa ona jako kulinarna scena dla szefów kuchni wyróżnionych gwiazdkami Michelin z całego świata. Menu tam nie jest stałe, zmienia się w zależności od tego, jaki kucharz akurat gości na pokładzie i przygotowuje swoje autorskie menu degustacyjne. W przeciwieństwie do innych restauracji na pokładzie, które są w cenie rejsu, ta jest dodatkowo płatna i wymaga wcześniejszej rezerwacji.
Najbardziej przypadła mi do gustu Fil Rouge, francuska restauracja z wyśmienitym menu i atmosferą godną niejednej restauracji nagradzanej gwiazdkami. Z kolei Sakura, w której serwuje się kuchnię azjatycką, mimo bardzo dobrego jedzenia, była dla mnie zdecydowanie najgłośniejsza. Nie wiem, czy to przypadek, czy też każdy, kto chce spędzić urodziny na statku, wybiera tą restaurację na przyjęcie urodzinowe. Jednego dnia podczas kolacji, a drugiego podczas lunchu, słyszeliśmy głośne „happy birthday”.

Emporium Marketplace – największa restauracja na statku
Z czterech śniadań, trzy jadłem w Emporium Marketplace. To największe i najbardziej swobodne miejsce z jedzeniem na statku. Choć nie jest to klasyczny samoobsługowy bufet, w którym każdy chodzi z talerzem i sam nakłada sobie co i ile chce. Przy poszczególnych stanowiskach pracuje obsługa, która przygotowuje i podaje wybrane dania. Wybór jest bardzo duży, jedzenie super, kelnerzy cały czas krążą i dbają o to aby woda była nalana lub przynoszą wybrane napoje. Emporium było jednocześnie właściwie jedynym miejscem, w którym dało się wyraźniej odczuć, że na statku jest kilkuset pasażerów. W szczególności rano pojawiało się tam więcej osób i robiło się głośniej. Mimo wielu chętnych na tosty czy różnego rodzaju jajka, wszystko działało sprawnie i nie trzeba było czekać więcej niż 5 minut na zamówione danie.
In room dining/room service na statku Explora był miłym zaskoczeniem
Nie zawsze trzeba było jednak wychodzić z suity, żeby dobrze się najeść i smacznie. Jednego dnia postanowiłem sprawdzić, jak działa „in-suite dining”. Zamówiłem sobie do kajuty przeogromny lunch, ponieważ nie mogłem się zdecydować na jedną rzecz. Zamówiłem prawie wszystko po trochu. I to wszystko w niemal 20 minut zostało mi przyniesione do mojej suity, a ja delektowałem się wszystkim na balkonie z widokiem na morze.
Moja rada – rezerwujcie wcześniej restauracje!
Jedną radę dałbym każdemu, kto wybiera się na rejs statkami Explora Journeys. Restauracje warto zarezerwować od razu po wejściu na statek. Ja zrobiłem to zbyt późno i nie wszystkie godziny były dostępne. Szczególnie wspomniana wcześniej Anthology cieszy się największym zainteresowaniem i o rezerwację należy prosić jeszcze przed rozpoczęciem rejsu.
Jaki panuje dress code na statku Explora? Czy jest wymagane formalne ubranie?
Przed służbowym wyjazdem zawsze zastanawiam się, co ze sobą zabrać i w co się ubrać. Robię plan na każdy dzień, oficjalna kolacja, lunch, koszula, marynarka, buty etc. Na Explora istnieje dress code, ale to nie jest to, co znałem z Titanica; nie było obowiązkowych smokingów ani przesadnych wieczorowych sukni. W ciągu dnia praktycznie wszyscy ubrani byli wakacyjnie. Wieczorem większość ubierała się bardziej elegancko, ale nie dlatego, że ktoś tego wymagał. Atmosfera przez cały rejs była bardzo swobodna, sposób ubierania też.

Jak wyglądał mój dzień na statku Explora II ?
Po jakimś czasie przestałem zwracać uwagę na sam statek. Marmury, drewno, designerskie wnętrza czy eleganckie restauracje szybko stają się po prostu tłem. Znacznie ważniejsze jest to, jak się na nim żyje przez kolejne dni. I tutaj statek naprawdę zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Najwięcej czasu spędzałem oczywiście przy basenach. Jedynym minusem było to, że znalezienie wolnego leżaka w słoneczne dni potrafiło być wyzwaniem. Nie były to może wielkie walki o miejsce, ale zdarzało się, że trzeba było chwilę poszukać lub poczekać, jak leżak czy kabana się zwolni. Kiedy już jednak znalazłem swoje miejscem, można było po prostu założyć słuchawki na uszy i zapomnieć o wszystkim. Nie trzeba było chodzić do baru po kolejne napoje, bo obsługa regularnie przechodziła między leżakami i pytała, czy czegoś nie potrzeba. Wszystko działało bardzo naturalnie, bez nachalności.
Już drugiego dnia kilku kelnerów nie musiało pytać, czego się napije. To co zawsze ? Tak, to co zawsze poproszę mrożoną herbatę. To kolejny drobiazg, ale pokazuje, że załoga naprawdę zwraca uwagę na gości.
Moim ulubionym miejscem okazał się basen na rufie statku z przeszkloną ścianą i widokiem na ślad zostawiany przez statek. Drugiego lub trzeciego wieczoru, niemal cała tylna część statku zapełniła się ludźmi i wszyscy oglądali zachód słońca. Po prostu wszyscy stali i patrzyli, jak słońce chowa się za horyzontem. To chyba najlepiej oddaje atmosferę panującą na Explorze. Tego mi chyba właśnie najbardziej brakowało po powrocie do domu, że nikt nigdzie się nie spieszy.

Wieczorami życie na statku przenosiło się do głównej sali widowiskowej. To miejsce bardziej przypominało elegancką salę koncertową, niż kino z dużych wycieczkowców. Był bar, wygodne fotele, trochę parkietu do tańczenia i scena, na której co wieczór działo się coś innego. Program był rozpisany na każdy dzień. Jednego dnia wieczorem prowadził konferansjer w bardziej kabaretowym stylu, innego wieczoru był koncert pianistki, a jeszcze innego wszystko płynnie przechodziło w dyskotekę z muzyką na żywo. I muszę przyznać, że zespół dawał radę. To nie była muzyka w tle, tylko koncert, którego bardzo przyjemnie się słuchało. W praktyce właśnie tam kończyła się większość wieczorów. Niezależnie od tego, czy ktoś wcześniej był na kolacji, spacerował po pokładzie czy siedział przy basenie, prędzej czy później wszyscy trafiali tam. Jedni tańczyli, inni siedzieli z drinkiem przy stoliku i słuchali muzyki. Atmosfera była bardzo swobodna i chyba właśnie dlatego to miejsce każdego wieczoru znowu się zapełniało.
Odkryj naszą kolekcję luksusowych rejsów i ekspedycji
Czy na statkach Explora Journeys buja i czy są stabilne?
Jedną z rzeczy, których najbardziej obawiają się osoby rozważające pierwszy rejs, jest bujanie. Sam też byłem ciekawy, jak będę się czuł przez kilka dni na otwartym morzu. Explora wypłynęła z Dubrownika około 22, a ja dopiero mniej więcej dwie godziny później zorientowałem się, że od dawna nie stoimy już w zatoce. Byliśmy na otwartych wodach. Pogoda nie była idealna, a na statku praktycznie niczego nie było czuć. Następnego ranka obudził mnie budzik, nie hałas i nie bujanie. Odsłoniłem zasłony i za oknem było już włoskie Brindisi. Podczas całego rejsu może raz wyraźniej poczułem, że nie jestem w hotelu, tylko na statku płynącym po morzu. Na pewno dużo zależy od pogody i trasy, ale podczas mojego rejsu komfort pływania był naprawdę wysoki.
Podczas rejsu odwiedziliśmy wspomniane Brindisi, Milos i Ateny. Każdy z portów jest zupełnie inny, ale destynacje podobno nie były wybierane przypadkowo.
Słabsza strona rejsów Explora Journeys? Wycieczki grupowe na ląd
Dużo słabiej, niestety, oceniam wycieczki organizowane przez armatora. Nie były złe, ale też niczym szczególnym mnie nie zachwyciły. Teraz już wiem, że będę polecał podczas każdego rejsu wykupienie wycieczki indywidualnej z prywatnym przewodnikiem. Przy tej klasie rejsu daje to swobodę i pozwala na zwiedzanie we własnym tempie. Ja brałem udział w wycieczce grupowej i ona niczym nie różniła się od zwykłych wycieczek organizowanych przez statki masowe. Wszędzie trzeba było czekać na kogoś i chodzić za przewodnikiem z chorągiewką na kiju w grupie około 30 osób. Nie przez przypadek pojawia się pod opisem wycieczki zdanie, że sama wycieczka może odbiegać standardem od całości rejsu, ponieważ organizowana jest przez firmy zewnętrzne.

Podczas jednej z rozmów na statku usłyszałem ciekawą historię o tym, jak powstawały pierwsze trasy Explora Journeys. Według niej inspiracją miały być prywatne rejsy właściciela MSC, który swoim jachtem odwiedzał miejsca warte pokazania rodzinie i znajomym. Nie wiem, na ile to firmowa legenda, na ile prawda, ale po odwiedzeniu tych miejsc muszę przyznać, że brzmi to całkiem wiarygodnie.
Dla kogo są rejsy statkami Explora Journeys?
Ciekawym doświadczeniem było dla mnie również obserwowanie samych pasażerów. Na pokładzie dominowali goście po czterdziestce. Najwięcej było Amerykanów, Australijczyków, Francuzów, Niemców i Brytyjczyków. Dzieci widziałem naprawdę niewiele, dzięki czemu na statku panowała bardzo spokojna atmosfera.
To, do kogo kierowana jest Explora, było widać nie tylko po pasażerach. Na pokładzie znajduje się galeria sztuki, a wystawione rzeźby i obrazy kosztowały od kilkunastu do nawet ponad stu tysięcy euro. Nie jest to oczywiście główny powód, dla którego ktoś wybiera się w ten rejs, ale dobrze pokazuje, jakiego typu gości przyciąga luksusowa część firmy MSC.
Kiedy wróciłem z rejsu i zacząłem układać sobie w głowie wszystkie wrażenia, zrozumiałem jedną rzecz. Explora Journeys nie próbuje konkurować z największymi wycieczkowcami świata. Nie znajdziemy tutaj parków wodnych, gokartów, rollercoasterów ani kilkunastu tysięcy pasażerów na pokładzie. I mam wrażenie, że właśnie o to chodziło.
Czy rejsy Explora Journeys są warte swojej ceny?
Marka powstała stosunkowo niedawno, ale stoi za nią grupa MSC, która od lat należy do największych armatorów na świecie. Zamiast budować kolejny masowy produkt, postanowiono stworzyć zupełnie nową markę, a grupą docelową mają być osoby szukające czegoś bardziej kameralnego. Stąd znacznie mniejsza liczba pasażerów, większe apartamenty, więcej przestrzeni i dużo większy nacisk na restauracje oraz obsługę.
Podczas rejsu kilka razy usłyszałem zdanie, które dopiero z czasem zaczęło do mnie przemawiać: Maybe the best hotel is not a hotel. Na początku potraktowałem je jak zwykłe hasło marketingowe, ale po kilku dniach zacząłem rozumieć, o co w nim chodzi. Explora stara się stworzyć miejsce, w którym po prostu dobrze się mieszka, jak w dobrym pięciogwiazdkowym hotelu, a to, że każdego ranka budzisz się w innym porcie, jest dodatkowym atutem.
To wszystko sprawia, że Explora Journeys trudno dziś porównywać wyłącznie z klasycznymi rejsami. Pod względem jakości apartamentów, restauracji, obsługi i ogólnej atmosfery znacznie bliżej jej do Ritz Carlton Yacht Collection, niż do zwykłego statku wycieczkowego, nawet takiego jak teoretycznie luksusowa część statków armatora Norwegian Cruise Line, The Heaven.
Najciekawsze jest jednak to, że patrząc na ceny, można się pogubić w ocenie standardów i klasy. W tej chwili ceny tego po prostu nie odzwierciedlają, nie są adekwatne. W wielu terminach Explora kosztuje znacznie mniej niż Ritz Carlton czy Silversea, mimo że jakością wyraźnie gra w tej samej lidze.
Mam wrażenie, że na tym etapie MSC po prostu bardzo mocno inwestuje w nową markę i budowanie jej pozycji na rynku. Nowe statki trzeba zapełnić, klienci muszą poznać produkt, a Explora musi znaleźć swoje miejsce obok marek, które funkcjonują na rynku luksusowych rejsów od wielu lat.
Nie liczyłbym na to, że taki stosunek jakości do ceny utrzyma się bez końca. Niedługo marka stanie się bardziej rozpoznawalna, statki zaczną regularnie pływać z wysokim obłożeniem, a obecni goście będą wracać na kolejne rejsy. Ceny prawdopodobnie pójdą w górę.
Nie oznacza to oczywiście, że Explora jest idealna. Ja następnym razem zarezerwowałbym Anthology jeszcze przed rejsem i zdecydowanie wybrałbym prywatne zwiedzanie zamiast wycieczek grupowych. To jednak drobiazgi, które nie zmieniają mojej ogólnej oceny.
Po kilku dniach na pokładzie wróciłem z przekonaniem, że Explora stworzyła produkt, który jakościowo naprawdę może konkurować z najlepszymi w segmencie luksusowych rejsów. Jednocześnie mam wrażenie, że dzisiaj jest najlepszy moment, żeby ją poznać. Marka dopiero buduje swoją pozycję, przed nią kolejne nowe statki, a obecne ceny wciąż nie do końca odzwierciedlają poziom, który oferuje.
Nie wiem, jak będą wyglądały ceny za kilka lat. Wiem natomiast jedno. Gdyby ktoś zapytał mnie dzisiaj, czy ponownie wybrałbym Explora Journeys, odpowiedziałbym bez chwili zastanowienia: tak.
Popularne pytania dotyczące Explora Journeys:

Co jest wliczone w cenę rejsu Explora Journeys?
Cena rejsu Explora Journeys obejmuje zakwaterowanie w przestronnym apartamencie z prywatnym tarasem, wyśmienitą kuchnię we wszystkich głównych restauracjach, nielimitowane napoje, w tym szampana, wybrane wina i alkohole premium, a także minibar uzupełniany bez dodatkowych opłat. W cenę wliczone są również napiwki, szybki internet Wi-Fi, dostęp do strefy wellness i siłowni oraz całodobowy room service. Dodatkowo goście mogą korzystać z licznych atrakcji i programów organizowanych na pokładzie, a w wybranych portach także z bezpłatnych transferów do centrum miasta. Osobno płatne pozostają głównie wycieczki fakultatywne, zabiegi spa, zakupy w butikach oraz wybrane doświadczenia kulinarne.
Jakie trasy oferuje Explora Journeys?
Explora Journeys organizuje rejsy do najbardziej atrakcyjnych regionów świata, w tym po Morzu Śródziemnym, Karaibach, Alasce, Azji, Europie Północnej, Islandii i Grenlandii, a także do Ameryki Południowej, Morza Czerwonego oraz na wschodnie wybrzeże USA i Kanady. Większość rejsów trwa od 7 do 14 nocy, ale dostępne są również dłuższe Grand Journeys oraz wyjątkowe rejsy dookoła świata. Trasy zostały zaplanowane tak, aby łączyć znane porty z mniej uczęszczanymi miejscami, często z dłuższymi postojami i nocowaniem w wybranych portach, co pozwala lepiej poznać odwiedzane destynacje.
Ile kosztują rejsy Explora Journeys?
Ceny rejsów Explora Journeys zaczynają się od około 4 200 euro za osobę za 7-dniowy rejs w apartamencie Ocean Terrace Suite. Apartamenty Penthouse kosztują zazwyczaj od 7 000–10 000 euro, Residence od około 12 000–20 000 euro, natomiast najbardziej ekskluzywne Owner’s Residence osiągają ceny od 30 000 do nawet ponad 100 000 euro za osobę, w zależności od trasy i terminu. Na cenę wpływają długość rejsu, sezon, rodzaj apartamentu oraz aktualna dostępność, dlatego warto rezerwować podróż z dużym wyprzedzeniem.
Czy warto korzystać z biura podróży przy rezerwacji rejsów Explora Journeys?
Zdecydowanie warto korzystać z pomocy biur podróży, jeśli planujecie wycieczkę statkami Explora. Biuro podróży CARTER jest jednym z autoryzowanych agentów, z preferencyjnymi stawkami na rejsy Explora Journeys sieci armatora MSC. Dodatkowo dedykowany doradca podróży zajmie się kompleksową organizacją urlopu – od przelotów międzynarodowych, zakupu ubezpieczenia od rezygnacji i zdrowotnego, poprzez rezerwację noclegów przed i po rejsie, aż po wybór wycieczek fakultatywnych. Biuro CARTER to One Stop Shop!
Autor: Daniel Travel Designer z Biura Podróży CARTER®